II Ca 465/18 - wyrok z uzasadnieniem Sąd Okręgowy w Krakowie z 2018-11-21
Sygnatura akt II Ca 465/18
WYROK
W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
Dnia 21 listopada 2018 r.
Sąd Okręgowy w Krakowie II Wydział Cywilny Odwoławczy
w składzie:
|
Przewodniczący: |
SSO Jarosław Tyrpa (sprawozdawca) |
|
Sędziowie: |
SO Agnieszka Cholewa – Kuchta SO Renata Stępińska |
Protokolant: starszy sekretarz sądowy Ewelina Hazior
po rozpoznaniu w dniu 21 listopada 2018 r. w Krakowie
na rozprawie
sprawy z powództwa A. W.
przeciwko G. T. (1)
o zapłatę
na skutek apelacji powódki
od wyroku Sądu Rejonowego dla Krakowa – Podgórza w Krakowie
z dnia 17 listopada 2017 r., sygnatura akt XII C 2/17/P
uchyla zaskarżony wyrok i przekazuje sprawę Sądowi Rejonowemu dla Krakowa – Podgórza w Krakowie do ponownego rozpoznania, pozostawiając temu sądowi rozstrzygnięcie o kosztach instancji odwoławczej.
SSO Renata Stępińska SSO Jarosław Tyrpa SSO Agnieszka Cholewa – Kuchta
UZASADNIENIE
Wyroku z dnia 21 listopada 2018 roku
Powódka A. W. domagała się zasądzenia od pozwanego G. T. (1) kwoty 38 510 zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 19.09.2016 r. do dnia zapłaty z tytułu zadośćuczynienia (25 000 zł) oraz odszkodowania (13 510 zł), a nadto ustalenia, że pozwany będzie odpowiedzialny za szkody, które mogą się u powódki ujawnić w przyszłości. Na uzasadnienie podniosła, że 23.10.2015 r. w K. uległa wypadkowi spowodowanemu przez dużego i ciężkiego psa pozwanego, który puszczony bez smyczy i kagańca skoczył na powódkę i ją przewrócił. W wyniku tego upadku powódka złamała prawą rękę. Pozwany, który pojawił się w ślad za psem, nie udzielił powódce pomocy pomimo widocznych oznak jej urazu i bólu, nie podał także swoich danych personalnych, oddalając się z miejsca zdarzenia. Powódka zgłosiła sprawę na Policję, a pozwany został ukarany za wykroczenie.
Pozwany G. T. (1) domagał się oddalenia powództwa. Zarzucał, że wydarzenie miało przebieg odmienny od opisanego w pozwie – jego pies nie przewrócił powódki, w związku z czym pozwany nie ponosi odpowiedzialności za doznaną przez powódkę krzywdę i szkodę majątkową. Kwestionował także wysokość dochodzonego roszczenia.
Wyrokiem z dnia 17 listopada 2017 roku Sąd Rejonowy dla Krakowa – Podgórza w Krakowie oddalił powództwo i zasądził od powódki na rzecz pozwanego kwotę 3617 zł tytułem zwrotu kosztów procesu.
Poza sporem pozostawało, że A. W. w dniu 26.10.2015 r. złożyła zawiadomienie na Policji, domagając się ścigania właściciela psa, który w dniu 23.10.2015 r. biegając bez smyczy i kagańca przewrócił ją, powodując złamanie nasady dalszej kości promieniowej. Wskazała, że właściciel psa nie zachował żadnych środków ostrożności przy wyprowadzaniu go na spacer. Policja w dniu 12.02.2016 r. przesłuchała pozwanego G. T. (1), który przyznał się do zarzucanego mu czynu. W dniu 11.03.2016 r. został wydany wyrok nakazowy, którym uznano G. T. za winnego wykroczenia z art. 77 k.w. i skazano na karę grzywny.
Ponadto Sąd pierwszej instancji poczynił następujące ustalenia:
Dnia 23.10.2015 r. wieczorem G. T. (1) puścił swego psa (w typie rasy golden retriever lub labrador) luzem, bez smyczy. Pies pobiegł przed nim i zainteresował się psem A. W. rasy maltańczyk, prowadzonym przez powódkę na smyczy teleskopowej. Pies pozwanego nie był agresywny, chciał się bawić. Powódka powiedziała do niego „jaki jesteś ładny”. Znajdowała się na chodniku. Pozwany podszedł w ich stronę. W pewnym momencie powódka straciła równowagę i usiadła na ziemi, podpierając się ręką. W wyniku tego zdarzenia powódka złamała nasadę dalszej kości promieniowej w prawej ręce, którą się podparła upadając (fakt złamania jest niesporny). Pies pozwanego był wówczas po drugiej stronie jezdni, na trawniku, kilka metrów od powódki, stracił już zainteresowanie maltańczykiem. Pozwany szedł go zapiąć na smycz ale gdy kątem oka zobaczył upadek, podszedł do powódki i postawił ją na nogi, które były oplątane smyczą maltańczyka. Powódka zaczęła powtarzać, że na pewno ma złamaną rękę, była wzburzona, pytała pozwanego, gdzie mieszka, używała niegrzecznych słow. Pozwany nie uważał, aby coś się powódce stało i nie uznawał się za winnego tej sytuacji, był też zdenerwowany jej niegrzecznym zachowaniem. Nie podał swojego nazwiska. Powódka oddaliła się z miejsca zdarzenia o własnych silach, a pozwany poszedł do domu. Po powrocie do domu pozwany opowiedział zdarzenie żonie, która zaniepokoiła się i namówiła męża aby poszli na miejsce zdarzenia sprawdzić czy nie ma jakichś następstw tej sytuacji, ale takich nie stwierdzili. Pozwany zetknął się ponownie ze sprawą dopiero po wezwaniu na Policję, gdzie złożył wyjaśnienia i przyznał się do zarzutu niezachowania środków zwyklej ostrożności przy trzymaniu psa, co rozumiał jako wypuszczenie psa luzem, bez smyczy i kagańca.
Złamanie nasady dalszej kości promieniowej w ręce powódki było skomplikowane (wieloodłamowe, z przemieszczeniem odłamów kostnych). W związku z tym urazem powódka doznała bardzo silnych i długotrwałych cierpień oraz trudności w życiu codziennym i pracy. Konieczna okazała się operacja i wiele innych bolesnych i uciążliwych zabiegów medycznych. Powódka zdecydowała się na prywatne leczenie u lekarza w klinice w Ż., który wcześniej z sukcesem operował jej bark. Powódka ponosiła koszty badań, koszty dojazdów do tej kliniki na konsultacje lekarskie i rehabilitacyjne oraz zapłaciła za operację (kwotę 10 590 zł). Zdecydowała się na operację odpłatną, gdyż mogła zostać wykonana szybko, a zabiegi oferowane w ramach publicznej służby zdrowia miały odległe terminy.
Sąd dał wiarę pozwanemu, że do upadku powódki doszło bez udziału jego psa. Odmówił natomiast w tym zakresie wiarygodności zeznaniom powódki, a także powołanym przez nią świadkom J. W., K. W. i B. W.. Odnosząc się do zeznań ww. świadków należy podkreślić, że żaden z nich nie widział zdarzenia, a ich zeznania opierają się wyłącznie na relacji powódki. Zeznania te mają zatem charakter wtórny – dowodzą jedynie tego, jaką wersję wydarzeń powódka przedstawiła po zdarzeniu rodzinie i znajomym. Z podobnych względów Sąd nie oparł się na zeznaniach B. T. – świadek także nie widziała zdarzenia i zna je (mało szczegółowo) wyłącznie z relacji swego męża – pozwanego.
Zeznania świadka T. N. nie zawierały informacji istotnych w sprawie. Świadek wyraził jedynie swoją opinię co do zachowania i charakteru psa pozwanego, które ocenił jako łagodne.
Na zeznaniach powódki i powołanych przez nią świadków Sąd oparł się jedynie w zakresie dotyczącym jej cierpień i procesu leczenia związanych ze złamaniem ręki. Okoliczności te znajdują w dużej mierze potwierdzenie w złożonej dokumentacji lekarskiej.
W ocenie Sądu przedstawiona przez powódkę wersja wydarzeń z 23.10.2015 r. jest niespójna. Powódka zeznała, że pies pozwanego podbiegł do niej, aby bawić się z jej psem. Powódka zaczęła się go obawiać. Schyliła się aby wziąć swego pieska na ręce, a wtedy rozbrykany duży pies skoczył jej na piersi. Wówczas powódka upadła grzbietowo na prawą ręką, którą się podparła. Ręka puchła w oczach, była czerwona i wykrzywiona. Powódka leżała, a pies pozwanego nadal koło niej biegał. Słyszała, jak ktoś go woła, ale nie widziała tej osoby, która szła jezdnią zasłoniętą przez samochody. Pies nie reagował. Powódka zawołała, aby zabrać psa i wtedy podszedł pozwany. Pochylił się nad powódką i zapytał, czy coś się stało. Powódka powiedziała, że ma złamaną rękę, cierpiała przy tym ogromny ból, który doprowadzał ją do płaczu. Nie miałaby siły wyzywać pozwanego niegrzecznymi słowami. Zapytała pozwanego, gdzie mieszka. Pozwany uchylił się od odpowiedzi stwierdzając, że nic powódce nie zrobił, zapiął psa na smycz, po czym oddalił się zostawiając powódkę w bardzo złym stanie, leżącą na chodniku, bez żadnej pomocy. Piesek powódki cały czas był u niej na smyczy, którą trzymała w lewej ręce. Jak powódka upadła, smycz się cofnęła. W żadnym wypadku smycz nie była okręcona wokół jej nóg, gdyż jej pies nigdy do tego nie doprowadza – jest grzeczny i ułożony, a przy tym bardzo lekki (do 5 kg).
Kwestia położenia smyczy teleskopowej w momencie upadku powódki była miedzy stronami sporna. Pozwany zeznał, że gdy podniósł powódkę, była ona okręcona smyczą swego psa, a „jej pies biega na wszystkie strony”. Powtórzył to zeznając pod przyrzeczeniem. Twierdzenie pozwanego znajduje poparcie w zeznaniach świadka K. W.. Świadek ten (mąż powódki) zeznał, że powódka nie mogła wstać, gdyż miała nogi oplątane smyczą. Jak wczesnej wskazano, świadek nie znał przebiegu zdarzenia z własnych obserwacji lecz opierał się wyłącznie na relacji powódki. Logicznym wnioskiem zatem jest, że to powódka ujawniła mężowi (prawdziwy) szczegół dotyczący smyczy, który jednak później zdecydowała się zataić w ramach swej procesowej strategii. Świadek nie mógł dysponować wiedzą z innego źródła, należy także wykluczyć pomyłkę lub konfabulację, skoro pozwany zeznał to samo. Zeznanie pozwanego jest w tym zakresie przekonujące także z tego względu, że pies powódki – co obrazuje niekwestionowany przez nią materiał video (k. 142) – cechuje się ogromną ruchliwością. W przypadku używania smyczy teleskopowej prowadzi to do ciągłego przemieszczania się długiej linki smyczy wraz z ruchem psa. W rezultacie nie można wykluczać zaplątania się w smycz przez osobę trzymającą psa. W ocenie Sądu zaprzeczanie przez powódkę faktowi, że smycz oplątała jej nogi, podważa jej wiarygodność, nasuwając wniosek, że dopasowuje ona swą wersję wydarzeń do znanych jej wymogów prawa i eliminuje fakty, które mogłyby mieć niekorzystny wpływ na ocenę odpowiedzialności pozwanego za doznany uraz.
Kolejna niespójność w zeznaniu powódki dotyczy okoliczności, jakie miały miejsce już po tym, gdy upadła. W dniu 26.10.2015 r. na Policji A. W. wskazała, że właściciel psa podszedł i podał jej rękę (jak wynika z kontekstu – pomógł jej wstać). Następnie pomiędzy nią a pozwanym doszło do wymiany zdań: powódka pokazała pozwanemu bolącą rękę, pytała, gdzie pozwany mieszka, jak się nazywa, zwróciła mu także uwagę, że psa należy prowadzić na smyczy i w kagańcu. Opis ten pasuje do wersji przedstawionej przez pozwanego, w myśl której pomógł on powódce wstać, a ona (po nieprzyjemnej wymianie zdań) oddaliła się o własnych siłach. Jest to logiczny przebieg wydarzeń. Tymczasem przed Sądem powódka twierdziła, że od chwili upadku aż do oddalenia się pozwanego z miejsca zdarzenia bezsilnie leżała na chodniku, a zatem - jak należy uznać - z tej pozycji pytała pozwanego (nie reagującego na jej położenie) o jego dane, adres itd. Trudno uznać to za przekonujące. Zgodnie z zasadami logiki i doświadczenia życiowego osoba, która po upadku jest w ogromnym bólu z powodu złamanej ręki i nie ma siły się podnieść do pozycji stojącej, w pierwszej kolejności prosi o pomoc w tej czynności, a dopiero po odzyskaniu równowagi przechodzi do innych kwestii. Ciąg wydarzeń, jaki przedstawiła w tym zakresie powódka, jest nielogiczny. W ocenie Sądu został on nakreślony dla potrzeb procesu, aby wzmocnić siłę oddziaływania zawartych w pozwie argumentów.
Wskazać także należy, że zeznania powódki cechuje nadmierna precyzja i drobiazgowość, a przy tym przesadna łatwość (płynność) wypowiedzi, wywołujące wrażenie przygotowania. Tymczasem wydarzenia takie, jak w przedmiotowej sprawie, mają przebieg dynamiczny, co z reguły utrudnia zapamiętanie każdego szczegółu. Reguła ta przemawia na rzecz wiarygodności pozwanego. Jego zeznania są bowiem spontaniczne i w przeciwieństwie do zeznań powódki nie nadmiernie uporządkowane - co jest typowe dla zeznań odtwarzających prawdziwy przebieg zdarzeń. Pozwany ponownie przesłuchany po odebraniu przyrzeczenia nie powtarzał wyuczonych zwrotów, używał potocznego języka, a jednak bardzo konsekwentnie przedstawił swoją wersję wydarzeń. Wyrażane przez pozwanego (umiarkowane) emocje były adekwatne do sytuacji i treści zeznań. Pozwany wskazał, że widział upadek powódki „kątem oka”, gdyż patrzył wówczas na swego psa znajdującego się w innym miejscu, nie potrafił także z całą pewnością stwierdzić, co upadek ten spowodowało. W ocenie Sądu ten brak precyzji jest logiczny, gdyż pozwany w opisywanych okolicznościach nie miał powodu obserwować powódki.
Sąd nie dał wiary twierdzeniom powódki, że pozwany nie widział jej upadku, gdyż widok zasłaniały mu samochody lub krzewy (pismo procesowe k. 124). Przedstawione przez powódkę fotografie (k. 127-129) nie dowodzą jej twierdzeń, gdyż sfotografowany teren nie jest gęsto obsadzony roślinnością. Na pasie zieleni pomiędzy jezdnią i chodnikiem rosną (niezbyt wysokie) krzewy, niemniej są one posadzone w znacznych odstępach, co widać także na zdjęciach złożonych przez pozwanego (k. 140-141). Część pasa zieleni naprzeciwko latarni jest wolna od krzewów (zdjęcie k. 127, 140). Podobnie, nie na całym widocznym na zdjęciu na k. 127 obszarze parkują samochody – miejsca parkingowe, jak wynika z tego zdjęcia, są urządzone w zatoczkach, a przy pasie zieleni naprzeciwko latarni nikt nie parkuje.
Zaznaczyć należy, że pozwany potrafił opisać, w jaki sposób powódka upadła: „Kątem oka widziałem jak pani się wywraca siadając na ziemi” „ona jak upadła to usiadła na ziemi pupą” (k. 118), „odwróciłem się a tu pani usiadła” (k. 144). Gdyby pozwany nie widział zdarzenia, nie opisałby go w tak obrazowy sposób i tak konsekwentnie.
Powódka podnosiła, że jej wytrwałe poszukiwania właściciela psa, zakończone - po wielu wysiłkach - odnalezieniem pozwanego, świadczą o wiarygodności jej wersji. Argument ten nie jest przekonujący. Takie działanie osoby poszkodowanej może wynikać także z innych motywów: materialnych (chęć zrekompensowania np. wysokich kosztów leczenia) bądź emocjonalnych, wynikających z subiektywnego przekonania, że żądanie odszkodowania jest w danej sytuacji moralnie uprawnione, nawet jeśli rzeczywisty bieg wydarzeń nie stwarza – z punktu widzenia prawa - dostatecznych do tego podstaw.
Nie można wreszcie podzielić stanowiska strony powodowej, że pozwany przyznał się do zarzucanego mu wykroczenia, a zatem potwierdził wersję powódki. Pozwany ani na Policji, ani w Sądzie nie przyznał, aby to jego pies przewrócił powódkę.
Mając powyższe na względzie Sąd pierwszej instancji oddalił powództwo wskazując, że brak jest podstaw do ustalenia, że pies pozwanego wszedł z powódką w jakikolwiek fizyczny kontakt, w szczególności skoczył na nią i przewrócił. Ustalono natomiast, że pies ten podszedł do powódki i jej psa, po czym oddalił się zanim powódka upadla. Sąd zatem przyjął, że powódka upadła samoistnie albo na skutek zaplątania się w smycz własnego psa, który (co wynika z zeznań pozwanego) biegał wokół niej. Ewentualny związek przyczynowy pomiędzy brakiem nadzoru nad psem pozwanego a tym upadkiem nie został zatem wykazany – na tle ustalonego stanu faktycznego musi zostać wykluczony już na etapie testu warunku koniecznego.
O kosztach orzeczono na zasadzie art. 98 k.p.c. Na koszty złożyły się wynagrodzenie pełnomocnika pozwanego będącego adwokatem, wg stawek obowiązujących w dniu złożenia pozwu (3600 zł), oraz oplata skarbowa od pełnomocnictwa (17 zł).
W apelacji od powyższego wyroku powódka A. W., zaskarżając ten wyrok w całości wniosła o jego zmianę poprzez uwzględnienie powództwa, względnie o jego uchylenie i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania, a nadto o zasądzenie kosztów postępowania odwoławczego. Zaskarżonemu wyrokowi powódka zarzuciła:
I. błędne ustalenie stanu faktycznego przez Sąd poprzez przyjęcie, że do upadku powódki doszło bez udziału psa pozwanego, a niezachowanie środków ostrożności przez pozwanego przy trzymaniu psa (brak smyczy i kagańca) nie miało wpływu na wypadek i wyrządzoną jej szkodę;
II. naruszenie przepisów prawa materialnego, a mianowicie:
a) przepisu art. 431 § 1 k.c. poprzez jego niezastosowanie i w konsekwencji uznanie przez Sąd, że okolicznością wykazaną jest jedynie to, że pozwany nie prowadził swego psa na smyczy lecz puścił go luzem, nie sprawując nad nim należytego nadzoru, a tym samym przyjęcie, że pozwany uwolnił się od odpowiedzialności, bowiem wykazał dochowanie należytej staranności w nadzorze nad zwierzęciem;
b) przepisu art. 431 § 1 k.c. poprzez jego niezastosowanie i uznanie przez Sąd, że pozwany nie ponosi winy za zaistniałe zdarzenie;
c) przepisu art. 431 § 1 k.c. poprzez jego niezastosowanie, w sytuacji gdy prawidłowa ocena zgromadzonego materiału dowodowego oraz rzeczywisty stan faktyczny sprawy wskazują, że pozwany ponosi winę w opiece nad psem, a w konsekwencji odpowiedzialność za zaistniałe zdarzenie tj. spowodowanie upadku powódki i powstanie uszczerbku fizycznego i psychicznego;
d) naruszenie art. 361 k.c. poprzez błędne zastosowanie i uznanie, że związek przyczynowy pomiędzy brakiem nadzoru nad psem pozwanego, a upadkiem powódki nie zachodzi, gdy tymczasem z zeznań powódki jak i świadków wynika, że to zachowanie psa pozwanego, który pozostawał bez nadzoru (bez smyczy i kagańca) doprowadziło powódkę do upadku;
III. naruszenie przepisów prawa procesowego, a mianowicie:
a) przepisu art. 233 § 1 k.p.c. poprzez brak wszechstronnego rozważenia materiału dowodowego zebranego w sprawie i pominięcie w ocenie protokołu z akt sprawy karnej o sygn. XI W 237/16/P, obejmującego zeznania pozwanego, pominięcie w ocenie znaczenia maila z dnia 27 października 2015 roku, potwierdzającego prowadzone przez świadka J. W. poszukiwania właściciela psa, który spowodował wypadek, pominięcie w ocenie znaczenia zdjęć ręki powódki po złamaniu, świadczących o tym, iż niemożliwym byłoby nie zauważenie przez pozwanego, że powódka ma złamaną rękę (czemu jednak Sąd dał wiarę), jak i niemożliwym byłoby popychanie pozwanego palcem przez powódkę, czemu także Sąd dał wiarę;
b) przepisu art. 233 § 1 k.p.c. poprzez przekroczenie granic swobodnej oceny materiału dowodowego i wyprowadzenie z jego analizy wniosków sprzecznych z zasadami logiki i doświadczenia życiowego, poprzez uznanie, że powódka wywróciła się „samoistnie albo na skutek zaplątania się w smycz własnego psa”, przyjmując bezkrytycznie twierdzenia pozwanego na rozprawie, podczas gdy jego zeznania były ewidentnie sprzeczne ze złożonymi na Policji i pomimo istnienia wielu sprzeczności między twierdzeniami pozwanego a świadkiem B. T., oraz odmawiając bezzasadnie wiary twierdzeniom powódki, sugerując, iż kierowała się ona względami materialnymi, a jej twierdzenia są nieprawdziwe, nakreślone dla potrzeb procesu i realizacji strategii procesowej, zarzucając ponadto powódce zbytnią precyzję wypowiedzi, „wywołująca wrażenie przygotowania”, przy równoczesnym przyjęciu zeznań pozwanego, ocenionych jako „obrazowe i konsekwentne”, pomimo wyżej wskazanych sprzeczności;
c) przepisu art. 233 § 1 k.p.c. poprzez sprzeczność istotnych ustaleń Sądu ze zgromadzonym materiałem dowodowym (nagranie dźwiękowe rozprawy z dnia 20 czerwca 2017 roku) i uznanie za kluczowe dla rozstrzygnięcia zeznania świadka K. W., traktując je wybiórczo i wyłącznie w zakresie wynikającym ze skróconego protokołu rozprawy, podczas gdy treść zapisu dźwiękowego całkowicie odbiegała od treści pisemnego protokołu;
d) przepisu art. 233 § 1 k.p.c. poprzez brak konsekwencji i sprzeczność własnych ustaleń Sądu tj. oparcie się na zeznaniach K. W., przy równoczesnym odmówieniu im wiarygodności;
e) przepisu art. 328 § 2 k.p.c. poprzez wadliwe sporządzenie uzasadnienia wyroku, nie ustalenie stanu faktycznego w sposób jednoznaczny, spowodowany sprzecznymi oświadczeniami pozwanego, bezkrytycznym przyjęciem oświadczeń pozwanego, składanych w toku sprawy, sprzecznych ze sobą i oświadczeniami złożonymi w postępowaniu o ukaranie, bezzasadnego ustalenia przyczyn, dla których dowodom wskazanym przez powódkę odmówił wiarygodności i mocy dowodowej, a to świadkom J. W.. K. W. i B. W., a także protokołom z akt sprawy karnej o sygn.. XI W 237/16/P, a tym samym nie wyjaśniono przyczyn, dla których Sąd uznał, że zeznania pozwanego na Policji nie mają żadnego znaczenia dla rozstrzygnięcia i wiarygodności pozwanego;
f) przepisu art. 217 p 1 k.p.c. oraz art. 207 § 3 k.p.c. w zw. z art. 227 k.p.c. poprzez zaniechanie podjęcia przez Sąd pierwszej instancji działań zmierzających do wyjaśnienia istotnych okoliczności sprawy, które były sporne, co w konsekwencji doprowadziło do nierozpoznania istoty sprawy oraz uniemożliwiło powódce realizację konstytucyjnie zagwarantowanego prawa do sądu poprzez nieprzeprowadzenie postępowania dowodowego w całości, pomijając dowód z opinii biegłego, na okoliczność rodzaju doznanych przez powódkę obrażeń i ich przyczyn (upadek czy siad).
Pozwany wniósł o oddalenie apelacji i zasądzenie kosztów postępowania odwoławczego.
Sąd Okręgowy zważył, co następuje:
W pierwszej kolejności rozważenia wymagał podniesiony w apelacji zarzut naruszenia art. 233 k.p.c., zarzut błędnych ustaleń faktycznych i zarzut naruszenia art. 328 § 2 k.p.c. Przystępując do rozważenia zasadności tych zarzutów w pierwszej kolejności wskazać należy, że zgodnie z art. 233 § 1 k.p.c. Sąd ocenia wiarogodność i moc dowodów według własnego przekonania, na podstawie wszechstronnego rozważenia zebranego materiału. W orzecznictwie zostało już wyjaśnione, że kwestia oceny dowodów została w pierwszej kolejności zarezerwowana dla sądu pierwszej instancji i jeżeli z określonego materiału dowodowego sąd wyprowadza wnioski logicznie poprawne i zgodne z doświadczeniem życiowym, to ocena sądu nie narusza reguł swobodnej oceny dowodów (art. 233 § 1 k.p.c.) i musi się ostać, choćby nawet w równym stopniu, na podstawie tego materiału dowodowego, dawały się wysnuć wnioski odmienne. Takie działanie mieści się bowiem w przyznanych sądowi kompetencjach do swobodnego uznania, którą z możliwych wersji uznaje za prawdziwą. Podkreślić trzeba, że tylko rażąco błędna ocena dowodów lub oczywiście sprzeczna z treścią materiału dowodowego, wyrażająca się w braku logiki w wiązaniu wniosków z zebranymi dowodami lub wnioskowaniu wykraczającemu poza schematy logiki formalnej albo nieuwzględnieniu, wbrew zasadom doświadczenia życiowego, jednoznacznych praktycznych związków przyczynowo - skutkowych, skutkować może stwierdzeniem, że przeprowadzona przez sąd ocena dowodów może być skutecznie podważona (por. min. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 27 września 2002 r. II CKN 817/2000, Lex Polonica nr 376152 oraz w wyroku z dnia 9 stycznia 2004 roku, IV CK 339/02, LexisNexis nr (...)).
Czyniąc kluczowe z punktu widzenia niniejszej sprawy ustalenie, że przyczyną doznanych przez powódkę obrażeń była utrata przez powódkę równowagi i jej siad na ziemi, Sąd pierwszej instancji oparł się wyłącznie na zeznaniach pozwanego G. T. (1), słuchanego dwukrotnie w toku postępowania. Wyłącznie w oparciu o zeznania pozwanego Sąd pierwszej instancji ustalił też, że w chwili upadku powódki pozwany szedł zapiąć psa ale, gdy kątem oka zobaczył upadek powódki, podszedł do niej i postawił ją na nogi, które były oplątane smyczą maltańczyka (psa powódki). Powódka mówiła pozwanemu, że ma złamaną rękę i oddaliła się z miejsca zdarzenia o własnych siłach. Pozwany po powrocie do domu opowiedział zdarzenie żonie, która zaniepokojona namówiła go, aby poszli na miejsce zdarzenia sprawdzić, czy nie ma jakiś następstw sytuacji, których ostatecznie nie stwierdzili. Sąd Rejonowy wskazał przy tym, że zeznania pozwanego były spontaniczne i w przeciwieństwie do zeznań powódki nie nadmiernie uporządkowane, co jest typowe dla zeznań odtwarzających prawdziwy przebieg zdarzeń. Pozwany ponownie przesłuchany – po odebraniu przyrzeczenia – nie powtarzał wyuczonych zwrotów, używał potocznego języka, a jednak bardzo konsekwentnie przedstawiał swoją wersję wydarzeń. Jednocześnie Sąd pierwszej instancji uznał, że brak precyzji w zeznaniach pozwanego co do tego, co rzeczywiście spowodowało wypadek jest logiczny, gdyż pozwany w opisywanych okolicznościach nie miał powodu obserwować powódki.
Z drugiej strony, oceniając wiarygodność zeznań powódki, Sąd pierwszej instancji zarzucił jej nadmierną precyzję i drobiazgowość, z przesadną łatwością wypowiedzi, wywołującą wrażenie przygotowania. Za niewiarygodnością zeznań powódki miała ponadto przemawiać niespójność jej zeznań, wynikająca z tego, że jej mąż przyznał, iż doszło do okręcenia smyczą psa powódki, co potwierdzało wersję pozwanego oraz że powódka twierdziła, ze pozwany podał jej rękę, co oznacza, że pomógł jej wstać, choć z drugiej strony powódka twierdziła, że pozwany oddalił się pozostawiając ją leżącą na chodniku.
Mając na względzie całokształt zebranego w sprawie materiału dowodowego, w tym w szczególności nagrania wszystkich rozpraw, na których prowadzone było postępowanie dowodowe, Sąd Okręgowy podzielił podniesiony w apelacji zarzut błędnych ustaleń faktycznych i dokonania przez Sąd Rejonowy oceny dowodów w sposób wykraczający poza ramy swobodnej oceny dowodów, określone w art. 233 § 1 k.p.c. Sąd pierwszej instancji czyniąc ustalenia faktyczne i dokonując oceny dowodów pominął szereg istotnych okoliczności faktycznych, wynikających z zebranego w sprawie materiału dowodowego, nie odniósł się w żaden sposób do ewidentnych sprzeczności w zeznaniach pozwanego i w sposób zupełnie nieuprawniony, bo oczywiście sprzeczny z nagraniem z rozprawy, przyjął, że w swoich zeznaniach mąż powódki przyznał, iż przyczyną upadku było oplątanie się smyczą własnego psa. Słusznie w tych okolicznościach apelacja zarzuca Sądowi pierwszej instancji oczywistą sprzeczność ustaleń z zebranym w sprawie materiałem dowodowym oraz sprzeczność z zasadami doświadczenia życiowego i logicznego rozumowania.
Po pierwsze, Sąd pierwszej instancji nie przywiązał żadnej wagi (i pominął całkowitym milczeniem tę kwestię) do treści złożonych przez pozwanego zeznań w sprawie XI W 237/16/P. Pozwany słuchany na Policji w dniu 12 lutego 2016 roku zeznał, że „kobieta, którą spotkałem się nic nie mówiła, aby cokolwiek się stało; gdyby powiedziała mi, że potrzebuje pomocy, to na pewno bym jej pomógł” (k. 10 akt XI W 237/16/P). Tymczasem w toku niniejszego postępowania w dniu 8 września 2017 roku pozwany zeznał: „podniosłem powódkę i pomagałem jej”, a w dniu 7 listopada 2017 roku dodał: „ona mi wtedy powiedziała, że ma złamaną rękę”. Powyższe w sposób jednoznaczny wskazuje, że pozwany na temat tych samych okoliczności (tego co mu powiedziała powódka) zeznawał zupełnie odmiennie w tych postępowaniach. Już choćby z tego powodu nie można mówić o konsekwencji w zeznaniach pozwanego. Te ewidentna sprzeczność nakazuje natomiast podchodzić do zeznań pozwanego z dalece idącą ostrożnością. Treść zeznań pozwanego złożona na Policji jednoznacznie odwołuje się do tego, że powódka nie mówiła pozwanemu, by cokolwiek jej się stało, zaś z zeznań złożonych przed Sądem wynika, że jednak mówiła, iż ma złamaną rękę. Jest to pierwsza i podstawowa okoliczność, która winna podlegać uwzględnieniu przy ocenie zeznań pozwanego, bowiem w sposób oczywisty rzutować musi na jego wiarygodność w pozostałym zakresie. Podkreślić przy tym należy, że przesłuchanie pozwanego przed funkcjonariuszem Policji nie było „luźną rozmową”, jak usiłował to przedstawić pozwany w toku niniejszego procesu, ale przesłuchaniem przed organem ścigania pod odpowiedzialnością karną za prawdziwość wypowiadanych słów.
Po drugie, z treści przesłuchania pozwanego na Policji wnioskować należy, że wątek powódki i jej obrażeń był obecny w trakcie tego przesłuchania. W innym bowiem wypadku pozwany nie miałby powodu odwoływać się do osoby powódki i wyjaśniać kwestii ewentualnych obrażeń, jakich mogła doznać. Koresponduje to z treścią zawiadomienia złożonego przez powódkę, która na Policji wskazywała na powstałe obrażenia na skutek skoku psa. Jeżeli zaś w toku tego przesłuchania pojawił się wątek obrażeń powódki, to jeśli faktycznie do powstania tych obrażeń doszło na skutek samoistnego przewrócenia się powódki za co pozwany nie ponosiłby odpowiedzialności, to zasady doświadczenia życiowego i logicznego rozumowania nakazują przyjmować, że pozwany okoliczność taką ujawniłby już w toku tego przesłuchania i zaprzeczył swojej odpowiedzialności za ten skutek. Nie jest przy tym przekonywujący argument, że ponieważ stawiany mu czyn dotyczył art. 77 k.w., to wypowiedź pozwanego może być odczytywana tylko w kontekście tego zarzutu. Bez wątpienia bowiem w trakcie przesłuchania pozwanego pojawił się zarówno wątek samej powódki, jak i wątek jej obrażeń. Nie chodzi też o to, że pozwany wprost przyznał, że powódka upadła na skutek skoku jego psa, bo takiej treści jego zeznania nie zawierają, ale o całość jego zeznań, która treść stwarza wrażenie, że przyczynę tę uznawał, bo jej nawet w sposób dorozumiany nie zaprzeczał. Podkreślić należy, że pozwany nie tylko nie zaprzeczył tej przyczynie ale również przemilczał inną – obecnie przez niego w procesie uwypuklaną - przyczynę, która rzeczywiście miała spowodować to zdarzenie, a która całkowicie odsuwałaby od niego odpowiedzialność za jakiekolwiek skutki upadku.
Również z zeznań żony pozwanego i świadka T. N. nie wynika, aby, pozwany, przedstawiając im swoją wersję zdarzenia, wskazał na zaplątanie w smycz psa powódki jako przyczynę upadku, czy choćby samą obecność tej smyczy wokół jej nóg, a przecież była to okoliczność, która uwalniała pozwanego od jakiejkolwiek odpowiedzialności, z którą musiał się już wówczas liczyć, skoro sam przyznaje, że powódka po upadku pytała go o dane i adres. Znamienne w tym kontekście jest natomiast to, że pozwany po powrocie do domu, na skutek sugestii żony, udał się z nią ponownie na miejsce upadku powódki, co nakazuje przyjmować, że, wbrew temu co zeznał na Policji (a co obecnie przyznaje), jakieś konsekwencje upadku musiały nastąpić, choć z drugiej strony twierdził, że powódka sama oddaliła się z miejsca zdarzenia. Gdyby powódka „poszła o własnych siłach” i pozwany „nie wiedział, że cokolwiek się jej stało”, jak zeznał na Policji oraz gdyby w grę wchodziła wyłącznie kwestia pozostawienia psa bez nadzoru, to nie byłoby żadnego powodu, aby pozwany wracał z żoną w to miejsce, a jednak pozostaje faktem, że pozwany tam z żoną wrócił.
Skoro pozwany o przyczynie upadku wypadku jako oplątaniu smyczą własnego psa nie wspominał ani swojej żonie ani w toku przesłuchania na Policji, to nie sposób odeprzeć zarzutu apelacji, iż taka przyczyna upadku pojawiła się dopiero w toku niniejszego procesu i już z tego względu budzi ona poważne wątpliwości. Z zasad doświadczenia życiowego i logicznego rozumowania należy wnioskować, że gdyby faktycznie to było przyczyną upadku powódki, to pozwany powołałby się na tę okoliczność już wcześniej, czy to w rozmowie z żoną, czy znajomym, nie mówiąc już o przesłuchaniu na Policji. Trudno bowiem racjonalnie wytłumaczyć, że człowiek którego ktoś inny niesłusznie posądza o brak dozoru nad własnym zwierzęciem, które wyrządziło krzywdę, w pierwszej kolejności nie zaprzeczałby temu, że krzywda ta nie została spowodowana przez jego zwierzę, zwłaszcza, gdyby znał właściwą przyczynę upadku.
Po trzecie, dokonując oceny zeznań pozwanego Sąd pierwszej instancji popadł w pewną niekonsekwencję, stwierdzając z jednej strony, że pozwany potrafił opisać, w jaki sposób powódka upadła i gdyby nie widział tego zdarzenia, to nie potrafiłby go w sposób tak obrazowy opisać, a z drugiej strony ustalił, że pozwany tylko „kątem oka zobaczył upadek”, dodając następnie, że „w opisywanych okolicznościach nie miał powodu obserwować powódki”. Sąd pierwszej instancji całkowicie pominął, że także co do faktu obserwowania powódki przez pozwanego w jego zeznaniach zachodzą znaczące i oczywiste sprzeczności. Na rozprawie w dniu 8 września 2017 roku pozwany najpierw zeznał, że cały czas obserwował powódkę, potem dodając, że jednak na nią nie patrzył, jak upadła i widział to kątem oka. Słuchany zaś ponownie wskazał, że w tym momencie odwrócił się i wówczas powódka usiała. Podkreślić należy, że bez względu na istniejące w sprawie wątpliwości co do tego, czy pozwany mógł widzieć powódkę z uwagi na roślinność i ewentualnie parkujące samochody, jedna okoliczność pozostaje pewna: w chwili zdarzenia panował zmrok, a takie warunki niewątpliwie utrudniają obserwacje i to nawet w sytuacji oświetlenia ulicznego. Jeżeli doda się przy tym to, że sam pozwany w sowich zeznaniach przyznaje, iż upadek powódki widział tylko „kątem oka”, to nie sposób przyjmować, by pozwany był w stanie dokładnie zaobserwować to, co działo się obok powódki i to co było przyczyną jej upadku. Także z tego powodu jego zeznań nie można bez zastrzeżeń przyjmować za wiarygodnych i to niezależnie od ich zmienności.
Po czwarte, zasadniczą przyczyną, dla której Sąd pierwszej instancji odmówił wiarygodności zeznań powódki była sprzeczność tych zeznań z zeznaniami świadka K. W. (męża powódki), który miał zeznać, że powódka nie mogła wstać, bo miała nogi oplątane smyczą, co z kolei – zdaniem Sądu – musiał usłyszeć od powódki. Wbrew jednak temu co twierdzi Sąd pierwszej instancji zapis obrazu i dźwięku protokołu rozprawy z dnia 20 czerwca 2017 roku jest zupełnie inny. Odwołanie się świadka do okręconych nóg smyczą pada w kontekście wypowiadanych przez świadka wątpliwości co do możliwości samodzielnego wstania powódki, w sytuacji, w której miała ona złamaną jedną rękę, w drugiej trzymała smycz i dodatkowo miała mieć spętane nogi kilkakrotnie smyczą. Nie jest to zeznanie o faktach ale odniesienie się do linii obrony pozwanego, na co wskazuje nie tylko tok tej wypowiedzi ale również jej ton i zakończenie tego wątku słowami: „no to chyba by sztukmistrz nawet nie potrafił wstać z takiej pozycji, jeśliby były okręcone te nogi smyczą…”.
Wbrew zatem sugestiom Sądu pierwszej instancji nie ma w zebranym w sprawie materiale dowodowym żadnego pośredniego dowodu, który zaprzeczyłby zeznaniom powódki. Argumentem w tym względzie nie może być zapis obrazu na płycie CD, który ma ukazywać ruchliwość psa powódki i fakt oplątania smyczą nóg. Pomijając już zupełnie inny kontekst sytuacyjny tego zdarzenia zwrócić należy uwagę na to, że pies powódki jest niewielki i lekki, co obrazuje zarówno zapis obrazu na płycie CD jak i złożone do akt zdjęcia. Upadek dorosłego człowieka na skutek zaplątania się smyczą nóg takiego psa, jakkolwiek teoretycznie możliwy, to jest jednak mało prawdopodobny, czego dowodem jest właśnie to nagranie, na którym nikt z powodu tego oplatania nie upada. Ponadto na załączonym nagraniu CD pies, jak słusznie zauważa apelacja, nie okręca się wokół nóg powódki ale innej osoby, w stronę której się wyrywa z tego powodu, że osoba ta trzyma na ręku również niewielkiego psa.
Po piąte, ani z przesłuchania powódki na rozprawie przed Sądem ani z protokołu przesłuchania na Policji nie wynika, by powódka kiedykolwiek zeznała, że pozwany pomógł jej wstać, jak ostatecznie wywnioskował to Sąd pierwszej instancji. W toku przesłuchania na Policji powódka zeznała wprawdzie, że pozwany podał jej rękę ale z zeznań tych wcale nie wynika, że pozwany pomógł powódce wstać i by powódka podała w tym celu pozwanemu własną rękę. Niewątpliwie bowiem powódka w jednej ręce trzymała smycz, zaś druga była złamana i mocno bolała. Wyciągnięcie przez pozwanego ręki do powódki wcale nie oznacza, że pozwany podniósł powódkę, a w związku z tym nie zachodzi żadna sprzeczność w zeznaniach powódki, która wskazała, że ostatecznie wstała samodzielnie. Nawiasem mówiąc, gdyby pozwany pomógł rzeczywiście powódce wstać, to przyznałby to na Policji, a nie twierdził tam, że powódka nie wymagała żadnej pomocy.
Z powyższych rozważań wynika, iż w świetle zebranego w sprawie materiału dowodowego nie można przyjmować, by zeznania powódki w jakiejkolwiek kwestii były niespójne, jak przyjął to Sąd pierwszej instancji. Z całą pewnością natomiast można powiedzieć, że taka niespójność, brak konsekwencji i wzajemna sprzeczność zachodzi w zeznaniach pozwanego. Jeżeli zeznaniom powódki nie można przypisać niespójności, o której wspomina Sąd pierwszej instancji, a jednocześnie w zeznaniach pozwanego zachodzą oczywiste sprzeczności i dochodzi do ich nieustającej zmiany, to poczynienie ustaleń faktycznych tylko w oparciu o zeznania pozwanego należy uznać za naruszające reguły określone w art. 233 § 1 k.p.c. Argumentem do czynienia ustaleń w oparciu o tak niespójne i niekonsekwentne zeznania nie może być wyłącznie przekonanie o tym, że konsekwencja i spójność zeznań powódki prowadzić musi do odmowy jej wiarygodności tylko ze względu na „wrażenie ich wyuczenia”. Faktem pozostaje, że powódka od samego początku tj. od relacji opowiedzianej sąsiadce i córce w dniu zdarzenia, przez zeznania na Policji i w końcu te złożone w toku niniejszego procesu podaje jeden i niezmienny przebieg zdarzenia, który jest także spójny z jej stanowiskiem wyrażanym w pismach procesowych. Stanowisko to wspierają dowody z zeznań świadków, którzy co prawda pośrednio ale również konsekwentnie potwierdzili to, co im przekazała powódka i co pozostaje całkowicie zgodne z tym, co przedstawia ona od początku. Konsekwencją tego stanowiska pozostaje także złożenie już w kilka dni po zdarzeniu zawiadomienia na Policji i starania powódki, które ostatecznie doprowadziły do ustalenia tożsamości pozwanego. W tej sytuacji samo opanowanie i szczegółowe opisywanie po raz kolejny takiej samej wersji zdarzenia nie może być wyłączną przyczyną odmowy wiarygodności zeznań powódki, jeżeli po drugiej strony zachodzą bardzo istotne rozbieżności w zeznaniach pozwanego i wyraźna ich niekonsekwencja. Trzeba też uwzględnić to, że powódka z racji wykonywanego zawodu radcy prawnego nabyła umiejętność powściągania emocji i ważenia znaczenia wypowiadanych słów. Tego bowiem należy oczekiwać od radcy prawnego występującego przed sądem. Na przeciw tego opanowania i konsekwencji stoi zauważona także przez Sąd Rejonowy emocjonalna postawa pozwanego widoczna na nagraniach i zmienność jego zeznań (na co nawiasem zwrócił uwagę pozwanemu także Sąd pierwszej instancji na jednej z rozpraw) oraz wyraźna niespójność z wersją prezentowaną w pismach procesowych, choćby co do tego, gdzie pozwany rzeczywiście był w momencie upadku powódki.
Sąd Okręgowy nie znajduje również podstaw, aby w oparciu o zebrany w sprawie materiał dowodowy, przypisywać powódce postawę, która byłaby motywowanym kwestiami materialnymi i wyrachowaniem, zmierzającym do zrekompensowania kosztów leczenia kosztem niewinnej osoby. Takie stwierdzenie jest tylko teoretyczną hipotezą Sądu pierwszej instancji, która nie znajduje żadnego poparcia w dowodach, czego zapewne ma świadomość także Sąd pierwszej instancji pisząc jedynie o takiej możliwości. Słusznie przy tym podnosi apelacja, że gdyby tak było, to powódka raczej przypisałaby odpowiedzialność pierwszemu ustalonemu przez Policję właścicielowi psa, który odpowiadał podanemu przez nią opisowi, skoro nie było innych świadków tego zdarzenia. Przyznając, że to nie jest właściciel psa, który na nią skoczył, powódka musiała liczyć się z tym, że do ustalenia właściwej osoby może w ogóle nie dojść. Ponadto, gdyby powódka upadła na skutek oplatania smyczą przez swojego psa, to przecież nie byłoby przeszkody, aby nadal przypisywać odpowiedzialność za upadek pozwanemu. To, co bowiem pozostaje w tej sprawie niewątpliwie to, że pies pozwanego był puszczony samowolnie i znalazł się w okolicy powódki, jak również to, że powódka upadła. Pozwany przyznaje przy tym, że psa wołał, co oznacza, że pies ten musiał wejść w jakąś interakcję z psem powódki, który był niewielki i na smyczy. Ewentualna reakcja psa powódki, doprowadzająca do oplątania jej nóg i upadku, byłaby w takiej sytuacji spowodowana faktem, że pozwany nie zachował należytego nadzoru nad swoim zwierzęciem, który nie powinien samodzielnie biegać. Gdyby pies pozwanego był na smyczy, to nie podbiegłby do powódki i jej psa, a zatem pies powódki nie miałby żadnego powodu, aby okręcać się wokół nóg powódki, co ostatecznie nie doprowadziłoby do upadku powódki. Jak z tego wynika, powódka, aby przypisać pozwanemu odpowiedzialność za skutki wypadku nie musiałaby wcale wskazywać na skok psa, jako jego przyczynę, a wyłącznie na fakt jego podbiegnięcia i przestraszenia jej psa, prawidłowo wyprowadzanego. Również w tej wersji nie byłoby przeszkód do przypisania pozwanemu odpowiedzialności.
Mając powyższe na względzie Sąd Okręgowy, nie podzielając ustaleń Sądu pierwszej instancji co do przyczyny upadku powódki, ustalenia te zmienił przyjmując, że do upadku powódki doszło na skutek skoku psa pozwanego. Przeszkody to takiego ustalenia nie stanowił dopuszczony w postępowaniu apelacyjnym dowód z opinii biegłego, który nie wykluczył tego, że rodzaj i zakres obrażeń powódki mógł być spowodowany skokiem psa. Przeprowadzenie tego dowodu Sąd Okręgowy uznał za uzasadnione, skoro był on wnioskowany w toku postępowania przed Sądem pierwszej instancji i teoretycznie mógł wykluczyć bądź potwierdzić jedną z prezentowanych przyczyn upadku.
Niemożność podzielania poglądu Sądu Rejonowego o braku podstaw do przypisania pozwanemu odpowiedzialności za uraz powódki, w szczególności zaś istnienia związku przyczynowego pomiędzy uszkodzeniem ciała a zachowaniem psa pozwanego, ma istotne konsekwencje dla rozpoznania niniejszej sprawy, bowiem stanowi o nierozpoznaniu przez ten Sąd istoty sprawy.
W orzecznictwie Sądu Najwyższego przyjmuje się, że przez nierozpoznanie istoty sprawy należy przede wszystkim rozumieć niezbadanie podstawy merytorycznej dochodzonego roszczenia. O sytuacji takiej można mówić, jeżeli np. sąd nie wniknął w całokształt okoliczności sprawy, ponieważ pozostając w mylnym przekonaniu ograniczył się do zbadania jedynie kwestii legitymacji procesowej jednej ze stron lub kwestii przedawnienia, wskutek czego przedwcześnie oddalił powództwo albo jeżeli zaniechał zbadania merytorycznych zarzutów pozwanego, związanych z ewentualną wierzytelnością wzajemną, przysługującą pozwanemu wobec powoda. Innym przykładem nierozpoznania istoty sprawy jest niedokonanie przez sąd pierwszej instancji w sprawie o ustanowienie służebności drogi koniecznej ustaleń dotyczących wysokości wynagrodzenia (zob. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 12 lutego 2002 r., I CKN 486/00, nie publ., z dnia 21 października 2005 r., III CK 161/05, nie publ., z dnia 20 lipca 2006 r., V CSK 140/06, nie publ., z dnia 17 kwietnia 2008 r., II PK 291/07, nie publ., z dnia 11 sierpnia 2010 r., I CSK 661/09, nie publ., z dnia 26 stycznia 2011 r., IV CSK 299/10, nie publ., z dnia 6 września 2011 r., I UK 70/11, nie publ. i z dnia 12 stycznia 2012 r., II CSK 274/11, nie publ. oraz postanowienia z dnia 15 lipca 1998 r., II CKN 838/97, nie publ., z dnia 23 września 1998 r., II CKN 897/97, OSNC 1999, Nr 1, poz. 22, z dnia 25 października 2012 r., I CZ 139/12, nie publ., z dnia 9 listopada 2012 r., IV CZ 156/12, nie publ. i z dnia 5 grudnia 2012 r., I CZ 168/12, OSNC 2013, Nr 5, poz. 68).
W nowszym orzecznictwie przyjmuje się również, że nierozpoznanie istoty sprawy zachodzi również w sytuacji, gdy sąd drugiej instancji dokonał odmiennej niż sąd pierwszej instancji oceny zasady odpowiedzialności strony pozwanej, wskutek czego zachodzi konieczność poczynienia po raz pierwszy ustaleń co do rodzaju i rozmiaru szkody. W takim wypadku nie chodzi tylko o zmianę podstawy prawnej podjętego rozstrzygnięcia, lecz o dokonanie nowych ustaleń faktycznych i respektowanie, zagwarantowanego w art. 176 ust. 1 Konstytucji RP, prawa do co najmniej dwuinstancyjnego postępowania sądowego. Istotne jest to, że sąd pierwszej instancji - ze względu na przyjętą koncepcję rozstrzygnięcia - w ogóle nie czynił ustaleń co do rodzaju i wysokości szkody. W takiej sytuacji bowiem poczynienie odnośnych ustaleń po raz pierwszy w postępowaniu przed sądem drugiej instancji byłoby równoznaczne z pozbawieniem stron prawa do dwuinstancyjnego postępowania sądowego (por. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 6 czerwca 2014 roku, I CZ 32/14, Lex nr 1521231). Taka właśnie sytuacja zachodzi w niniejszej sprawie. Sąd Rejonowy przyjmując brak zasadności odpowiedzialności pozwanego zaniechał poczynienia jakichkolwiek ustaleń w przedmiocie rodzaju i wysokości szkody i krzywdy, jak również rozważań w tym względzie.
Biorąc powyższe pod rozwagę orzeczono jak w sentencji wyroku na podstawie art. 386 § 4 k.p.c.
Podmiot udostępniający informację: Sąd Okręgowy w Krakowie
Osoba, która wytworzyła informację: Jarosław Tyrpa, Agnieszka Cholewa – Kuchta , Renata Stępińska
Data wytworzenia informacji: